
Serce to jeden z narządów w klatce piersiowej, obok płuc i aorty, która dostarcza krew do całego ciała. Niestety,...
Dręczy cię smutek i niepokój? Straciłeś energię i motywację do działania? Czujesz się zmęczony, ciężko ci się zebrać do codziennych obowiązków i jednocześnie bardzo łatwo wyprowadzić z równowagi? Jest duże prawdopodobieństwo, że twój obniżony nastrój związany jest tzw. "sezonową depresją". Poniżej pomożemy Ci stanąć na nogi i nabrać świeżości.
Z tego artykułu dowiesz się:
Nie ulega wątpliwości, że każdy z nas uwielbia wakacyjną aurę: słońce, szum morskich fal czy zapach górskiego powietrza. To właśnie w cieplejszej części roku jesteśmy pełni sił i tryskamy witalnością. Jednak pierwsze dni słoty i szare chmury zaglądające do nas przez okno wprawiają nas w zakłopotanie. Listopadowe poranki stają się nie do pokonania, ciężko nam się wstaje z łóżka, zamiast efektywnie pracować, wyglądamy jak "chodzący wulkan".
Związane jest to ze zmniejszoną ilością światła słonecznego w ciągu doby, szczególnie w okresie porannym. Powoduje ono, że nasz wewnętrzny, biologiczny zegar zostaje rozregulowany, a wydzielanie hormonów zaburzone. Najbardziej brakuje nam wtedy serotoniny, nieprzypadkowo nazywanej "hormonem szczęścia". Miesiące jesienno-zimowe są najmniej korzystnym okresem roku dla organizmu człowieka. Znikoma synteza witaminy D3, niedobory witamin oraz mało aktywny, zimowy tryb życia powodują, że nasza kondycja słabnie, pojawia się zmęczenie, gorsze samopoczucie oraz obniżona odporność. Co gorsza w tym okresie wiele chorób przewlekłych zaostrza się.
SAD – z an. Seasonal Affective Disorder – sezonowe zaburzenie afektywne. To całkiem nowy termin w medycynie i farmakoterapii oznaczający okres obniżonego nastroju, trwający najczęściej od października do marca. Zaburzenie to dotyka czterokrotnie częściej kobiety niż mężczyzn. Pierwsze wzmianki o sezonowych zaburzeniach afektywnych pojawiły się już w starożytności. Jednak dopiero rozwój nowoczesnej psychiatrii przypadający na lata 80. XX wieku pozwolił zrozumieć jej istotę. Niestety przez wielu lekarzy SAD nadal pozostaje mocno niedoceniane, a bagatelizowanie jej objawów może doprowadzić nawet do pełnoobjawowej depresji.
Znamienne dla jesiennej chandry jest to, że z czasem pojawia się remisja (objawy ustępują) w okresie wiosenno-letnim. Sezonowa chandra dotyka najczęściej mieszkańców krajów północnych i bardzo rzadko pojawia się w krajach południowych. Wielu psychiatrów ma kłopot z rozpoznaniem "jesiennej depresji", bo objawy i cykliczność są bardzo zbliżone do innych zaburzeń (choroby afektywnej dwubiegunowej). Póki co oficjalna klasyfikacja chorób ICD-10 nie uwzględnia depresji sezonowej i traktuje jako zbiór specyficznych objawów związanych z zaburzeniami nastroju.
Sezonowa depresja nie jest jedyną chorobą, która ma charakter cykliczny i uzależniony jest od natężenia światła słonecznego. Zależności między pogodą, porą roku a występowaniem pewnych grup chorych bada nawet specjalna nauka – biometeorologia. Badacze powiązali na przykład niewielki kontakt ze światłem słonecznym z stwardnieniem rozsianym (SM) oraz z zaostrzeniem niektórych jego objawów (np. pozagałkowego zapalenia nerwu wzrokowego) przypadających na okres późnej jesieni lub wczesnej wiosny.
Częstotliwość napadów padaczkowych przypada z kolei na miesiące o tzw. krótkim fotoperiodzie grudzień-marzec. Podobnie migrena, którą powiązano z występowaniem frontów atmosferycznych, które przypadają na przełom zimy i wiosny. Co ciekawe wzrost zachorowalności i zgonów na choroby sercowo-naczyniowe wcale nie przypadają na opalne miesiące letnie, lecz w okresach nagłych zmian warunków pogodowych tj. styczeń-kwiecień.
Według statystyk depresja jest czwartym po alergii i AIDS największym problemem zdrowotnym i współczesnym wyzwaniem społeczeństw rozwijających się. Przykładowo w Finlandii na sezonowe zaburzenia depresyjne cierpi nawet 10% społeczeństwa, a około 5% Polaków przyznaje, że jesienią i zimą odczuwa efekty rozregulowania rytmów okołodobowych.
Objawy jesiennej chandry są niemal bliźniacze do objawów depresji, choć są przemijające i słabiej nasilone. Osoby z SAD często zgłaszają również wzmożony apetyt, co skutkuje przyrostem masy ciała. U kobiet depresja sezonowa zaostrza się w okresie okołomiesiączkowym – w efekcie pojawia się ogólna bolesność, ociężałość kończyn górnych i dolnych, wzmożona płaczliwość, huśtawka nastrojów czy hipersomnia – zwiększona potrzeba snu. Objawy "jesiennej chandry" rzadziej przybierają postać zaburzeń psychotycznych i myśli samobójczych. Choć najczęściej ma w miarę łagodny przebieg to osoby z SAD mają trudności z funkcjonowaniem zawodowym, odgrywaniem ról społecznych i trudami życia społecznego.
Za główną przyczynę depresji sezonowej uważa się niedostateczną ilość światła słonecznego docierającego do siatkówki oka, zmniejszoną wrażliwość siatkówki na światło oraz nadmiar melatoniny w organizmie. Pojawia się również hipoteza, że za SADem stoi również niedobór witaminy D3. Jedno jest pewne - światło słoneczne oddziałuje na organizm poprzez receptory znajdujące się w gałce ocznej, skąd już jako impuls nerwowy dociera do podwzgórza i szyszynki modulując wydzielanie hormonów. W sezonie jesienno-zimowym, gdy dzień jest znacznie krótszy znacznie wcześniej wydzielamy melatoninę, którą w normalnych warunkach syntezowałby w nocy. W efekcie rozregulowaniu ulegają rytmy dobowe i pojawiają się pierwsze objawy świadczące o jesiennej chandrze. Jednocześnie spada również poziom serotoniny i noradrenaliny. Niektórzy o rozwój sezonowej choroby afektywnej posądzają uwarunkowania genetyczne. U osób z SAD znaleziono bowiem wrodzoną mutację genu kodującego melanopepsynę.
Wśród nas znajdą się osoby, które po przeczytaniu tego felietonu machną ręką, zwalą całą winę na "zimową chandrę" i w zasadzie nic z tym nie zrobią. Jednak znajdą się i tacy, dla których lektura mojego artykułu będzie znakomitym przyczynkiem do wizyty u lekarza. Nie mniej jednak, najważniejsze jest to , by po pierwsze odróżnić okresowe obniżenie nastroju od prawdziwej depresji oraz, by terapię zacząć od samych siebie. Pamiętajmy, że farmakoterpia nie jest jedyną drogą ucieczki, ale raczej ostatnią deską ratunku, kiedy wszystkie pomysły na pokonanie depresji wyczerpują się. Oto kilka sposobów na samoleczenie się:
W chwili gdy wyczerpaliśmy już wszelkie sposoby niefarmakologicznego radzenia sobie z zimowym przygnębieniem, warto sięgnąć po ziołowe preparaty na uspokojenie, niepokój i sen Na rynku dostępne są najczęściej pod postacią wyciągu z dziurawca zwyczajnego, który zwiększa wydzielanie tak pożądanego przez nas "hormonu szczęścia". W przypadku przyjmowania preparatów dziurawca, ważne jest to, że efekt działania poprawiającego nastrój pojawia się po 10-14 dniach. Kapsułkę należy przyjmować o stałej porze dnia, popijając szklanką wody. Niezwykle ważną sprawą jest unikanie ekspozycji na słońce. Niech nam nie przyjdzie do głowy żadna kąpiel słoneczna podczas stosowania preparatu, gdyż zamiast pięknej opalenizny narazimy się na oparzenie słoneczne i nieestetyczne zmiany barwnikowe. Poza tym należy zwracać uwagę na interakcje z innymi lekami, szczególnie z innymi lekami przeciwdepresyjnymi, lekami przeciwpadaczkowymi, lekami obniżającymi poziom cholesterolu (np. simwastatyny), lekami przeciwzakrzepowych (np. warfaryny) oraz doustnymi lekami antykoncepcyjnymi. Preparaty dziurawca osłabiają ich działanie. Należy też powstrzymać się od "jednego głębszego" podczas terapii.
Niedawno odkryto również przeciwdepresyjne działanie szafranu, do niedawna cenionego wyłącznie jako drogą i smaczną przyprawę. Za wyciągiem z części kwiatu krokusa purpurowego przemawia mniejsza ilość działań niepożądanych oraz wysoka skuteczność porównywalna do klasycznych leków przeciwdepresyjnych stosowanych w lecznictwie. Szafran można spotkać w tabletkach na stres i adaptogenach.
Jeśli brak odpowiedniego naświetlenia leży u podstaw sezonowej choroby afektywnej, to nie ma chyba nic prostszego jak leczenie światłem. I nie chodzi tutaj o niebezpieczne dla skóry opalanie się w solarium, lecz o codzienne naświetlaniu oczu sztucznym światłem, którego natężenie przekracza natężenie domowego oświetlenia. Fototerapię przeprowadza się przy pomocy specjalnych lamp, począwszy od października, dwa razy dziennie (rano i dwie godziny przed snem). Badania wykazują, że zdecydowana większość pacjentów pozytywnie reaguje na prowadzoną fototerapię - objawy obniżonego nastroju ustępują niekiedy już po tygodniu. Należy jednak pamiętać, że nic nie zastąpi długiego spaceru na świeżym powietrzu w słoneczny dzień (intensywność światła lamp max. 10 000 lux, a światła słonecznego – ponad 100000 lux). Liczby mówią same za siebie :)
Życie codziennie rzuca nam wyzwania, a my jesteśmy stworzeni, żeby stawić temu czoła. Jesienno-zimowa chandra wcale nie musi paraliżować naszego życia osobistego. Możemy oczywiście nauczyć się z nią żyć, ale lepiej gdy rzucimy jej rękawicę i spróbujemy z nią powalczyć. Jak we wszystkim, najważniejsze to wyrobić w sobie dobre nawyki. Zimowy, "niedźwiedzi sen" zamieńmy na zmiany w swoim życiu. Może stwierdzicie, że łatwo powiedzieć, trudniej wykonać, bo właśnie choroba zabiera Wam życiowego "powera". Moją odpowiedzią na powyższe powiedzenie będzie podobne i tak samo "oklepane": CHCIEĆ znaczy MÓC. Pozdrawiam serdecznie!