
Serce to jeden z narządów w klatce piersiowej, obok płuc i aorty, która dostarcza krew do całego ciała. Niestety,...
Wydaje się, że o epidemii COVID-19, samym wirusie SARS-COV-2 wiemy niemal wszystko. Dzięki szeroko zakrojonej akcji medialnej znane są nam metody profilaktyki, poziom zjadliwości wirusa oraz zasady przestrzegania reżimu sanitarnego. Wiele osób zadaje sobie jednak pytanie z czego wynika różny przebieg kliniczny zakażenia, ale stosunkowo niewiele potrafi na nie odpowiedzieć. Rozwiązanie tej zagadki tkwi w przebiegu infekcji na poziomie molekularnym.
Z tego artykułu dowiesz się:
Koronawirus SARS-CoV-2 dostaje się do komórki gospodarza dzięki aktywności glikoproteiny S - białka tworzącego charakterystyczne wypustki (kolce, ang. spike). Białko to rozpoznaje odpowiedni receptor na powierzchni komórek gospodarza i wnika do jego wnętrza. W przypadku SARS-CoV-2 receptorem tym jest doskonale nam znany receptor ACE2 (receptor dla konwertazy angiotensyny II), który przede wszystkim odpowiada za skurcz naczyń krwionośnych i wchodzi w skład układu RAA (renina-angiotensyna-aldosteron).
Tropizm wirusa odbywa się również przez inne białka np. proteazę serynową 2 - TMPRSS2 oraz niektóre integryny. Zarówno receptory ACE2, TMPRSS2 oraz integryny rozsiane są w różnych miejscach układu oddechowego. Ich największa liczbę możemy spotkać w jamie nosowo-gardłowej oraz śródbłonku naczyń płucnych. W tym miejscu możemy już znaleźć odpowiedź na pytanie zadane na wstępie tego wpisu.
Przebieg kliniczny infekcji zależy w dużej mierze od tego jakie komórki gospodarza zostaną zainfekowane w pierwszej kolejności. Wiadomo przecież, że wniknięcie SARS-COV-2 do komórek śródbłonka naczyniowego wiąże się z większym prawdopodobieństwem ciężkiego przebiegu choroby, aniżeli w sytuacji gdy wirus infekuje komórki jamy nosowej na przykład. Niestety receptory dla wirusa rozsiane są również w innych miejscach w organizmie, a nie tylko w obrębie układu oddechowego. To dlatego często w przebiegu infekcji obserwujemy pozapłucne manifestowanie się choroby w postaci:
Od tego gdzie SARS-COV-2 “trafi” zależy jakie trwałe następstwa choroby pojawią się po czasie. Najbardziej narażeni na powikłania są oczywiście osoby, które doświadczyły zakażenia o ciężkim przebiegu. Na tą chwilę mówi się w takich przypadkach o zwiększonym ryzyku zwłóknienia płuc, rozstrzenia oskrzeli. chorobach naczyń płucnych, sarkopenii czy przewlekłym zmęczeniu. Specjaliści podkreślają jednak, że nawet osoby, które “gładko” “przechorowały” COVID są narażone na zmiany w obrazie płuc i rozmazie krwi w dłuższej perspektywie.
Wreszcie na to czy infekcja będzie bez - czy skąpoobjawowa, umiarkowana czy ciężka ma wpływ przebieg samego procesu zapalnego. W przypadku gdy wirus zaatakuje dolne drogi oddechowe w pierwszej kolejności ”obrywa się” pneuomyctom typu II. Wirus niszczy bowiem barierę pęcherzykowo-włośniczkową oraz uszkadza pęcherzyki płucne. Przy okazji niszczy kapilary płucne - dochodzi więc do wysięku i naciekania tkanki neutrofilami.
Dzięki dobrze znanej nam kaskadzie stanu zapalnego wiemy, że w pewnym momencie inicjatywę przejmuje układ odpornościowy osoby zarażonej uwalniając składowe dopełniacza i cytokiny prozapalne. U osób z najcięższą postacią choroby obserwuje się niekontrolowane uwalnianie cytokin nazywane nie bez kozery “burzą cytokinową”. Taki stan wiele dobrego nie wróży i w krótkim czasie może prowadzić do niewydolności wielonarządowej.
Jeśli wirus atakuje komórki śródbłonka naczyń płucnych dochodzi z kolei do wykrzepiania naczyniowego, zatrzymania przepływu krwi, postępującego niedotlenienia tkanek i narządów, a wreszcie ich nieodwracalnego uszkodzenia. To dlatego spory odsetek chorych na COVID-19 umiera nie z powodu “zajęcia” płuc, a incydentów zakrzepowo-zatorowych. Znając przebieg infekcji na poziomie komórkowym zaczynamy rozumieć, że zarówno deficyt odporności, jak również jego nadreaktywna odpowiedź może mieć negatywny wpływ na przebieg COVID-19. O tym w jakiej kondycji jest układ odporności odpowie nam ocena puli limfocytów, a zwłaszcza stosunku limfocytów CD4+/CD8.
W sytuacji obniżonej odporności stosunek ten spada poniżej 1, a w przypadku nadreaktywności układu stosunek przekracza 2,5. Pierwszy przypadek dotyczy nie tylko osoby z wrodzonym niedoborem odporności, chorobą AIDS, ale również takiej, która przebyła z pozoru błahe infekcje pokroju opryszczki czy infekcji wirusem cytomegalii.
! | Sytuacja, gdy stosunek limfocytów CD4+/CD8 przekracza 2,5 pojawia się zwłaszcza u osób z chorobami autoimmunologicznymi czy Hashimoto. Obserwuje się wtedy wspomnianą już we wpisie burzę cytokinową. |
Niekiedy taki stan jest nawet wskazaniem do leczenia immunosupresyjnego - przeciwciałami monoklonalnymi, sterydami czy antagonistami interleukin.
Duże nadzieje w tym względzie pokłada się również w laktoferynie. Białko to naturalnie występujące w siarze mleka matek karmiących działa przeciwwirusowo i bakteriobójczo w mechanizmie bezpośrednim i pośrednim. Z jednej strony bowiem hamuje adhezję i wnikanie wirusa do wnętrza komórek gospodarza, a z drugiej poprzez synergizm sprawia, że spadają dawki stosowanych leków przeciwwirusowych. Laktoferyna działa również immunomodulacyjnie - chroniąc organizm przed burzą cytokin i zapobiegając powikłaniom zakrzepowym wynikającym z nadmiernie stymulowanego stanu zapalnego wywołanego przez COVID-19.