
Serce to jeden z narządów w klatce piersiowej, obok płuc i aorty, która dostarcza krew do całego ciała. Niestety,...
Ilu z nas rozpoczyna dzień od filiżanki naparu z ziaren kawy? Jest to bardzo silny nawyk, którego wzmacnianie to dla wielu codzienny rytuał. I nie trzeba tego zmieniać! Wiele badań wskazuje na to, że kilka porcji kawy dziennie to samo zdrowie, ale nie uprzedzajmy faktów!
W zasadzie to dlaczego kawa nas pobudza? Czy w ogóle nas pobudza? Oczywiście można tak powiedzieć, niemniej jest to spore uproszczenie, bo zawarta w kawie kofeina nie tyle pobudza co zmniejsza zmęczenie. Wszystko przez budowę tej cząsteczki. Przestrzennie podobna jest do substancji, która wraz z naszą codzienną aktywnością gromadzi się w komórkach naszego ciała jako jeden z produktów przemian energetycznych – adenozyny. Molekuła ta łącząc się z receptorami wywołuje właśnie uczucie zmęczenia i informuje nasz organizm, że czas odpocząć. Co robi kofeina? W zasadzie to… nic.
Po prostu łączy się z tym receptorami (zajmując miejsce adenozynie), ale podobieństwo nie jest wystarczające by je pobudzić. I w ten sposób możemy dłużej być aktywni. Tylko po co roślinom substancja blokująca zmęczenie? Wytwarzają ją w innym celu. Jest to naturalna trucizna, a rośliny wykorzystują ją jako naturalny pestycyd. W dodatku możemy być pod wrażeniem jej skuteczności, gdyż jest w stanie zabić nawet swojego twórcę. Z tego powodu plantacje kawy co pewien czas trzeba przenosić.
No dobrze, ale ludzie piją ogromne ilości kawy i mają się świetnie, a nawet czasami są zdrowsi odtych, co kawy nie piją. Wszystko ze względu na dawkę. Jak mawiał jeden z ojców farmacji – Paracelsus – (Omnia sunt venena, nihil est sine veneno. Sola dosis facit venenum) „Wszystko jest trucizną. Decyduje tylko dawka". I to co jest w stanie zabić m. in. Wiele owadów, na organizm człowieka może wywierać wpływ pozytywny. Jednak ta granica gdzieś jest. Zaczynając od skrajności, szacuje się, że około 50 filiżanek kawy stanowi dawkę śmiertelną, choć odnotowano przypadki zgonów już po 8 puszkach napoju energetycznego. To nadal bardzo dużo. Istnieje oczywiście drugi biegun, na którym znajdziemy informację ile filiżanek dziennie może wywierać działanie pozytywne. W zależności od badania mówi się o około 3-4 filiżankach na dobę. Nie jest źle! Całkiem sporo ciekawych rozmów można przeprowadzić przy takiej ilości kaw. Ale można się spotkać z doniesieniami, popartymi badaniami, że są sytuacje w których ten napój może być szkodliwy nawet w mniejszych ilościach. Mówi się, że unikać jej powinny osoby z chorobami układu krążenia czy cukrzycą. Wielu tym publikacjom można jednak zarzucić pewien drobny błąd w metodologii. Często przeprowadzane są np. na zwierzętach, a jak wiadomo, nie są to regularni kawosze. I okazuje się, że jest to istotny parametr.
Kofeina znajduje się w tabletkach na odchudzanie, środkach na stres i adaptogenach i lekach przeciwbólowych i przeciwgorączkowych.
Gdyby wziąć osobę, która nigdy w życiu lub sporadycznie piła napoje zawierające kofeinę to przez pierwsze, nawet 3 miesiące, regularnego „kawkowania” można by zauważyć u niej podwyższone ciśnienie, zwiększoną insulinooporność (ryzyko rozwoju cukrzycy), czasem też bóle i zawroty głowy, nudności, zwiększoną potliwość i kilka innych nieprzyjemnych efektów ubocznych. Wszystko właśnie przez tak mocno kojarzoną z kawą kofeinę. Wspomniane blokowanie receptorów odpowiedzialnych za zmęczenie samo w sobie, pozwala uniknąć senności ale powoduje również wszystkie te negatywne skutki. Dopiero kiedy organizm wytworzy pewną tolerancję (m.in. poprzez zwiększenie ilości receptorów adenozynowych) te problemy powinny zniknąć.
Wtedy do głosu dochodzą inne substancje zawarte w ziarnach kawowca. A jest ich całe bogactwo! Cała masa przeciwutleniaczy, kwas chlorogenowy (brzmi źle, ale działa dobrze), kwas kawowy, olejki eteryczne i można by wymienić jeszcze kilka. Te z kolei wykazują działanie antymutagenne, przeciwzapalne, korzystnie wpływają na układ sercowo-naczyniowy, zmniejsza ryzyko rozwoju cukrzycy. Czyli w zasadzie wszystko odwraca się o 180 stopni! Pod warunkiem, że pijemy kawę regularnie i jednocześnie z umiarem.
Oczywiście, należy pamiętać, że każdy organizm ludzki jest inny i jeśli ktoś jest obciążony chorobami układu krążenia, nerwowego, moczowego, pokarmowego lub cukrzycą to powinien zapytać swojego lekarza prowadzącego czy może kawę pić. Niewskazane jest to również u kobiet w ciąży.
A czy sposób przygotowania ma znaczenie? Owszem! Okazuje się bowiem, że nieodfiltrowana kawa, czyli tak zwana „sypana” albo kawa po turecku zawiera znaczne ilości dodatkowych substancji, m.in. cafestolu i kahweolu. Posiadają one pewne działanie korzystne, gdyż są silnymi przeciwutleniaczami, jednak zwiększają znacząco wytwarzanie homocysteiny w organizmie. Ten aminokwas jest niestety odpowiedzialny za powstawanie i rozrost płytki miażdżycowej, dlatego nie jest zbyt pożądany.
Czy należy z tego powodu unikać tej popularnej nadal w Polsce metody parzenia kawy? Nie koniecznie. Nasz organizm potrafi sobie poradzić z homocysteiną. Potrzebuje jednak do tego zwiększonych ilości witamin z grupy B. Wystarczy włączyć do diety większa ilość np. orzechów lub rozpocząć suplementację tych witamin a wszystko będzie w porządku.
! | We Włoszech istnieją bardzo ścisłe reguły dotyczące picia kawy. Na przykład cappuccino czy jakikolwiek inną wersję z mlekiem można pić jedynie do godziny 11 (no ewentualnie do południa). Później jedynie kawy czarne. |
Nie bez znaczenia jest również fakt dodania lub nie mleka i cukru. Negatywnego wpływu cukru raczej nie trzeba nikomu tłumaczyć, ale jak działa mleko? Pomijając ewentualną nietolerancję laktozy, z którą w naszych czasach łatwo sobie poradzić i walory smakowe to dodatek mleka, spowalnia wchłanianie kofeiny z przewodu pokarmowego. Dzięki temu jeszcze dodatkowo zmniejsza wpływ tego negatywnego profilu działań kawy.
Nie możemy również zapominać o pleśniach. Jest to niestety obecnie spory problem w świecie kawy. Wzrost automatyzacji i rozmiarów upraw, sprawia że do naszych domów mogą trafiać produkty skażone pewną toksyną. Jest to ochratoksyna A produkowana przez kropidlaki i pędzlaki. W większych ilościach lub przyjmowana przez dłuższy czas może uszkadzać między innymi nerki. A dostaje się ona do naszych filiżanek prosto z plantacji. Niedokładne zbieranie, selekcja, przechowywanie i suszenie owoców niestety sprzyja rozwojowi tych pleśni. I choć znajdują się one wyłącznie pod łupiną, która jest usuwana w procesie przygotowania kawy do pakowania to toksyczne związki przedostają się w głąb nasion i pozostają tam na zawsze. Palenie kawy niestety nie jest w stanie ich rozłożyć. Istnieją normy zawartości tych substancji w kawach wprowadzanych do obrotu, jednak przeprowadzone badania wykazały, że skażone były 13 na 25 badanych próbek. Czy istnieje sposób na uniknięcie ryzykownych partii? Z jednej strony można zaufać producentom, wielu z nich stara się stosować do norm. Z drugiej istnieją również firmy dostarczające kawę z małych, bezpiecznych plantacji o ugruntowanej renomie w świecie kawy. Są one niestety często droższe.
A co z wypłukiwaniem przez kawę wapnia? I tu badania są dość jednoznaczne. Owszem kawa wypłukuje wapń z organizmu. Trzeba jednak spojrzeć na skalę tego procesu. Jedna filiżanka to około 5 mg mniej budulca naszych kości. Czy to dużo? Do uzupełnienia tego ubytku wystarczy ta odrobina mleka, którą wielu swój czarny napój zabiela.
Istnieje również pewien mit, jakoby kawa miała wypłukiwać również inny pierwiastek z naszego organizmu. Pijesz kawę i masz skurcze mięśni? To na pewno niedobór magnezu, spowodowany przez poranne espresso. To scenariusz rodem z reklamy i w tylko tam może się znaleźć. Nie ma dowodów naukowych, które taką tezę by poparły. Adwokat takiej informacji zapewne wskazywałby na działanie moczopędne kofeiny i nie można by zarzucić mu błędu, gdyż niezaprzeczalnie taki efekt występuje. Nie jest to jednak równoznaczne ze zwiększeniem wydalania magnezu. Nasz układ moczowy posiada szereg mechanizmów, które chronią nas przed takim działaniem. Jedynie warto filiżankę kawy popić szklanką wody. Może być mineralna. Tak dla pewności.
A czy mogą sobie na nią pozwolić osoby dbające o linię? Moja odpowiedź na to pytanie to „a jaką kawę piją”. Bo chyba oczywiste jest, że podwójne latte macchiato z syropem czekoladowym, pełnotłustym mlekiem i bitą śmietaną, obowiązkowo z jakimś włoskim ciastkiem nie będzie najlepszą fit-opcją. Natomiast espresso z kilkoma waflami ryżowymi z marchewką to mniej niż 50 kcal – co odpowiada 1/10 hamburgera, czyli całkiem mało.
Nie bez powodu oba przykłady podałem w towarzystwie jakiejś przekąski. Jak kawa to deser. I oczywiście nie ma nic złego w odrobinie przyjemności. Nie zachęcam oczywiście do jedzenia 3-4 deserów dziennie, ważne by kawy nie pić na pusty żołądek. Wszystko dlatego, że zwiększa ona wydzielanie kwasu żołądkowego. Z jednej strony poprzez zawartość kofeiny, z drugiej sam smak stymuluje organizm do przygotowania do posiłku. Picie małej czarnej kawy bez nawet najmniejszej przekąski to niestety prosta droga do choroby wrzodowej żołądka.