
Serce to jeden z narządów w klatce piersiowej, obok płuc i aorty, która dostarcza krew do całego ciała. Niestety,...
Ostatnie kilka lat można śmiało nazwać „Erą influencerów”. Nie tylko dlatego, że stanowią oni najprężniej rozwijającą się gałąź showbiznesu, ale przede wszystkim ze względu na pewną odpowiedzialność, z której nie koniecznie sobie zdają sprawę. Już ponad połowa osób, które korzystają z internetu szuka informacji o zdrowiu właśnie poprzez to medium. Biorąc pod uwagę pełną wolność wypowiedzi, nietrudno zgadnąć, że łatwo jest trafić na nie do końca rzetelne porady. Sporo szumu informacyjnego tworzy się między innymi wokół witaminy D3. Jak to z nią jest?
Z tego artykułu dowiesz się:
Ale zanim zacznę pisać o samej witaminie, chciałbym przytoczyć pewną „ciekawostkę”, która może rzucić nieco światła na całe zagadnienie. Z badań wynika, że im bliżej któregoś z biegunów żyje jakaś populacja ludzi, tym częściej występuje w niej choroba nazywana stwardnieniem zanikowym bocznym (SLA). Biorąc to pod uwagę, Iran nie powinien mieć z tą dolegliwością większych problemów. Jednak od 1989 roku, po dekadzie od bardzo ważnego momentu dla wszystkich krajów Półwyspu Arabskiego, odnotowano tam OŚMIOkrotny wzrost zachorowań na SLA. Co mogło być tego przyczyną? W 1979 roku w Iranie miały miejsce bardzo poważne zmiany – zmiany polityczno-kulturowe, tak zwana Arabska Wiosna. Od tego czasu drastycznie zmieniło się podejście do ubioru, które odizolowało skórę mieszkańców tego kraju od słońca. 1971 vs 1980.
Naukowcy, właśnie brak dostępu do słońca, obwiniają za ten wzrost ilości przypadków SLA, choć nie są w stanie jeszcze wprost wskazać mechanizmu, który za to odpowiada. Jednak pierwszym skojarzeniem, które samo się nasuwa, jest „pewnie chodzi o witaminę D3”. Bardzo możliwe! Kolejnym wnioskiem, który z tej historii możemy wysunąć jest potrzeba zwiększania czasu przebywania na słońcu. Czy więc, spacer w słoneczny dzień wystarczy, by nie trzeba było suplementować dodatkowo tej witaminy? I tak, i nie.
W letni, słoneczny dzień, osoba nieopalona w czasie 30 minutowej ekspozycji na promienie słoneczne, w stroju kąpielowym, wytworzy nawet 50 000 jednostek międzynarodowych witaminy D. Osoba opalona lub o ciemniejszej karnacji do 30 000 jednostek. Dzienne zapotrzebowanie na witaminę D3 z kolei to około 2000 jednostek.
I właśnie na czas ograniczonej ekspozycji na słońce (czyli od października do marca, według dokumentu „Wytyczne dla lekarzy rodzinnych dotyczące suplementacji witaminy D3” wydanego w 2015 roku) zalecane jest przyjmowanie od 800 do 2000 j.m. witaminy D dziennie, przez wszystkich dorosłych. W przypadku niemowląt jest to 400j. na dobę, od 1 do 18 roku życia od 600 do 1000 j. w zależności od masy ciała. A co z rolą witaminy D?
Oczywiście w pierwszej kolejności kojarzy nam się ona z kośćmi i krzywicą u dzieci. Wszak witamina D3 wchodzi w skład środków na osteoporozę. W chwili obecnej uważa się, że rola tej cząsteczki w gospodarce wapniem i stanem kości jest dużo mniejsza, niż podejrzewano (choć oczywiście swoją rolę w tym zakresie odgrywa).
Wynika tak, chociażby z badania, w którym porównywano jak suplementacja witaminy D3, wpływała na częstotliwość występowania złamań u zdrowych osób dorosłych. Jak się okazało, nie miała praktycznie żadnego wpływu. Nie oznacza to jednak, że jest niepotrzebna. W końcu w jakimś celu zaleca się jej suplementację. Uczestniczy ona w szeregu różnych procesów, z którymi może się mniej kojarzyć. Witamina D3 obok wapnia wchodzi mimo wszystko, w skład suplementów na osteoporozę.
Bardzo ważną rolę odgrywa między innymi w regulacji układu odpornościowego. Poprawi odporność nieswoistą (ogólną, nieskierowaną na konkretnego „przeciwnika”) poprzez stymulację organizmu do produkcji określonych cząsteczek (defensyna II i katelicydyna), które są naturalnymi antybiotykami. Zwiększa również zdolność komórek odpornościowych do fagocytozy (zjadania) chorobotwórczych drobnoustrojów i toksyn. Dodatkowo witamina D3 sama w sobie działa bakterio- i wirusobójczo. Potwierdzają to badania opublikowane w 2018 roku, gdzie porównano częstotliwość zachorowań na przeziębienie w 2 grupach, gdzie jedna suplementowała witaminę D3, a druga nie. Jak się okazuje, przyjmowanie tej cząsteczki może zmniejszać ryzyko choroby nawet o połowę, a jeśli do infekcji dojdzie, to trwa ona znacznie krócej. Dlatego też jest często składnikiem środków na wzmocnienie odporności.
Inne znaczenie w kontekście pracy układu odpornościowego ma witamina D3 na choroby autoimmunologiczne przewodu pokarmowego. W chorobach takich, jak nieswoiste zapalenie jelita grubego, zespół jelita drażliwego, choroba Crohna, bardzo często w badaniach krwi oznacza się niski poziom tej witaminy. Badania trwają, jednak w wielu zakończonych próbach, suplementacja z wyższymi dawkami (nawet 4-8 tysięcy jednostek międzynarodowych dziennie) zmniejszało dolegliwości chorobowe.
Co ciekawe, część badań wykazuje pozytywny wpływ witaminy D3 na układ nerwowy. Sugeruje się, że jej zdolność do stymulowania syntezy substancji neuroprotekcyjnych, może wspierać leczenie między innymi depresji. Możliwe też, że jej niski poziom sprzyja rozwijaniu się chorób psychicznych. Niemniej te obszary działania tej substancji nie są jeszcze dobrze poznane i nie da się jednoznacznie potwierdzić tych przypuszczeń.
A co z szumem informacyjnym na temat witaminy D3, który pojawia się w internecie? Niestety spora jego część to niczym niepotwierdzone informacje, które (na szczęście) często sprowadzają się do konkluzji, że witaminę D3 warto przyjmować.
Witamina D1 – lumisterol jest prawie identyczna z prowitaminą D2 – ergosterolem (z prowitamin powstają witaminy). Różnią się jedynie ułożeniem przestrzennym, jednak ta drobna różnica sprawia, że lumisterol jest całkowicie nieaktywny biologicznie, a ergosterol ma podobne działanie do witaminy D3. Witamina D4 (długa nazwa systematyczna – szkoda pisać) występuje, w niektórych grzybach, a jej wpływ na organizm nie jest dokładnie znany. Przestrzennie bardzo przypomina witaminę D3. Witamina D5 z kolei jest cząsteczką czysto syntetyczną i badana jest pod kątem przydatności w leczeniu raka prostaty. Witamina D3 zmniejsza narastanie komórek tego nowotworu, jednak powodując przy okazji skutki uboczne (hiperkalcemię). Witamina D5 zachowała działanie przeciwnowotworowe, jednak bez działania na gospodarkę wapniową. Pozostaje pytanie, czemu D3, a nie D2 występuje w lekach i suplementach. Odpowiedź jest prosta – D3 ma nieco lepszą skuteczność i jest tańsza w syntezie.
Nieco gorzej wygląda to jednak w przypadku sporej grupy radykałów, która sugeruje szokujące dawki rzędu 30 000 – 50 000 jednostek dziennie. I choć w normalnych warunkach ciężko jest tę witaminę przedawkować – jest to praktycznie niemożliwe, jeśli chodzi o syntezę skórną i żywność (nasz organizm ma mechanizmy obronne na tę okoliczność) to istnieją 2 możliwości doprowadzenia do takiego stanu. Pierwsza to jedna z chorób, które obniżają bezpieczny próg stężenia witaminy D3 we krwi (na przykład sarkoidoza czy gruźlica, przy których dawka 1000 j. może być niebezpieczna). Druga to… długotrwała suplementacja wysokimi dawkami.
Jak zawsze potwierdza się oklepane już stwierdzenie, że „dawka czyni truciznę”. Zalecana dzienna porcja witaminy D3 dla osób dorosłych to 2000 j. i w pełni zabezpiecza ona zapotrzebowanie i jednocześnie nie niesie ryzyka przedawkowania.
Podobno niski poziom witaminy D3 ma również wpływ na występowanie łuszczycy - często ostatnio spotykana choroba skóry. Także warto suplementować. Pozdrawiam
Replied by: Mgr farm. Artur Rakowski On 2021-04-19